Utech
Informacje

Zulowcy o ograniczeniu cięć

Dodano: 19.01.2024

– Najgorsza jest niepewność – mówią przedsiębiorcy leśni z Podlasia.

Stoimy całkowicie, nie pracujemy na powierzchniach objętych ograniczeniami, ale na pozostałych też nie – mówi Dariusz Wysocki, przedsiębiorca leśny z Sokółki na Podlasiu.

 

Przypomnijmy, Ministerstwo Klimatu i Środowiska na początku stycznia z dnia na dzień ograniczyło lub zakazało pozyskania drewna na ok. 100 tys. ha w całej Polsce. Z czego ok. 60 proc. znajduje się właśnie na Podlasiu. Ograniczenia zostały wprowadzone na pół roku.

 

Jak doszło do ograniczenia cięć: Kulisy ograniczenia cięć

 

O co chodzi w ograniczeniach cięć - zobaczcie na youtube.

 

Czarna Białostocka

 

Dariusz Wysocki (na zdjęciu niżej) pracuje na terenie Nadleśnictwa Czarna Białostocka, zatrudnia 17 osób na etatach, ma trzy harwestery, ale od początku roku tylko jeden z nich pracował przez zaledwie trzy dni. – Współpraca z nadleśnictwem układa się nam dobrze – mówi.

dariusz wysocki 3

Na pierwszy rzut oka nie wygląda to tak źle: w całym nadleśnictwie wyłączono z pozyskania ok. 15 tys. kubików drewna, a plan zakładał na ten rok pozyskanie 130 tys. kubików. Ograniczenia stanowią więc jakieś 12 proc.

 

Te 12 proc. mniej masy do pozyskania to niby mało, ale przedsiębiorcy leśni żyją głównie właśnie z pozyskania drewna. To ich podstawowy przychód. Obcięcie o 12 proc. pozyskania oznacza obcięcie przychodów zuli o znacznie większy procent.

 

No i przestój. Pensje, leasingi i inne zobowiązania trzeba płacić na bieżąco, niezależnie czy się pracuje, czy nie. A nie każdy ma na taką ewentualność odłożoną kupkę gotówki. A nawet jeśli, to ona się zwykle szybko kończy.

 

W Czarnej Białostockiej problem dotyczy bezpośrednio co najmniej kilkudziesięciu osób pracujących w lokalnych zulach.

 

Dariusz Wysocki zwraca uwagę, że na powierzchniach z częściowym ograniczeniem pozyskania praca automatycznie staje się droższa. – Jeśli zamiast całej planowanej na danej powierzchni masy pozyskujesz jej tylko np. 10 proc., to maszyna jeździ na pusto. Wydajności nie ma, koszty są dużo wyższe – tłumaczy.

 

– U mnie akurat nie ma tragedii, ale prawdopodobnie będę musiał zwolnić jednego pilarza – mówi Krzysztof Zajkowski, inny przedsiębiorca leśny z Czarnej Białostockiej. Jest więc w nienajgorszej sytuacji, inni mają większy problem.

 

Supraśl

 

– U nas wstępne szacunki mówią, że ograniczenia objęły 70 proc. nadleśnictwa – mówi Andrzej Karpowicz, przedsiębiorca leśny pracujący w Nadleśnictwie Supraśl (na zdjęciu niżej).

 

Tu na ponad 20 tys. m sześć. drewna planowanego do pozyskania na zrębach w tym roku wstrzymane jest ok. 17 tys. Zostały tylko małe zręby gniazdowe, do 20 arów.

Andrzej Karpowicz 2

– Nie wycinając tych zrębów nie zrealizujemy prac wartych ok. 2,2 mln zł. To ponad 30 proc. całej naszej umowy – mówi Pan Andrzej. A jeśli danej powierzchni się nie wytnie, to potem nie będzie się jej też orać, sadzić, grodzić…. I straty rosną.

 

Pan Andrzej pracuje w konsorcjum 15 firm działających na kilkunastu leśnictwach. To miejscowe, lokalne firmy, jakieś 100 osób. Mają łącznie 7 harwesterów i tyle samo forwarderów, do tego ze 30 przyczep zrywkowych z ciągnikami.

 

W trzebieżach jest lepiej, tu na plan 46 tys. kubików ograniczenia dotyczą tylko ok. 1 tys. kubków. Marna to jednak pociecha. – Do tej pory nic nie robimy, nawet trzebieży – mówi Pan Andrzej.

 

Nadleśnictwo stara się przenieść część pozyskania na inne pozycje, ale to musi potrwać. A sami zulowcy mogą mieć problem ze znalezieniem pracy w sąsiednich nadleśnictwach, bo wszędzie w okolicy jest podobny problem.

 

– Jeśli nic się nie zmieni, to część firm może tego nie wytrzymać. Ludzie mogą stracić pracę. Większość z nas nie może stać z pracą 1-2 miesiące – mówi Andrzej Karpowicz.

 

Płaska

 

– Najgorsza jest niepewność – mówi z kolei Jarosław Harmuszkiewicz, przedsiębiorca leśny z terenu Nadleśnictwa Płaska. Na zdjęciu niżej stoi przed skiderem, za który spłaca leasing.

 

Tu problem jest większy: ostatni rok obowiązywania operatu powoduje, że trudno będzie znaleźć powierzchnie „na zastępstwo” za te wyłączone z użytkowania.

 

Jarosław Harmuszkiewicz 2

 

– Ale na razie pracujemy, w ograniczonym wymiarze, na terenach nie objętych ograniczeniami – mówi Pan Jarosław. I chwali nadleśnictwo za współpracę w tym zakresie. Ze wstępnych szacunków wynika, że w leśnictwach, w któryh pracuje, wyłączono z pozyskania ok. 30 proc. masy.  

 

– Mam 18 osób na etatach, maszyny bez których praca jest niemożliwa. Jeśli stracę ludzi, firma upadnie – mówi.

 

Przedsiębiorca zapewnia, że zulowcy są w tej sytuacji solidarni, starają się sobie pomagać. Ale przecież jeśli w całej okolicy są wyłączone obszary, to możliwość pracy jako podwykonawca na innym terenie jest bardzo ograniczona. – Wszyscy mamy podobny problem – mówi Pan Jarosław.

 

Rafał Jajor

 

Gdzie nie wolno ciąć? Ograniczenia bez dyskusji

 

O co chodzi w ograniczeniach cięć - zobaczcie na youtube.

 

Komentarz

jajor 5_22

Dla nas zrobiło to kilku ekologów – mówią po podlasku przedsiębiorcy leśni z tego terenu. Rozmawiałem z wieloma, z kilku nadleśnictw, kilku z nich cytuję powyżej.

 

Zulowcy pokazują zdjęcia zagospodarowanych przez siebie lasów. Mówią, że fakt, iż mamy cenne drzewostany, które ekolodzy teraz zakazują ciąć, jest właśnie dowodem na dobrze prowadzoną gospodarkę leśną.

 

Niektórzy przyznają jednak, że w ostatnich latach był w Lasach Państwowych pęd by wykonać plan na każdej powierzchni, wycinać nawet w terenach trudnych, niedostępnych. Plan cięć był nie do ruszenia.

 

Prace zlecały nadleśnictwa, ale z punktu widzenia zulowców, spokojnie można takie tereny wyłączyć z użytkowania. Praca tam i tak jest trudna i bardzo kosztowna, pozyskanie na takich pozycjach czasem ekonomicznie nie ma sensu.

 

Jeden z zulowców mówi, że w Skandynawii jeśli się gdzieś nie wjedzie maszyną, to tam się nie tnie. Tylko, że takich trudnodostępnych obszarów nie ma tak wiele, jak wiele chcieliby wyłączyć ekolodzy.

 

Duży problem mają ci zulowcy, którzy mają jedną stawkę za pozyskanie, tę samą, uśrednioną zarówno na zrębach, jak i na trzebieżach czy w cięciach przygodnych. Kalkulując ją myśleli, że część drewna utną na opłacalnych zrębach, część na mniej opłacalnych trzebieżach, a do sporadycznych cięć przygodnych najwyżej dołożą. Teraz, gdy zostały im tylko trzebieże i przygodne, są stratni.

 

Zulowcy mówią też, że ograniczeń nie należało robić z dnia na dzień. I nie tak, by na jednym małym obszarze wyłączeń było tak dużo. Teraz, zimą, zulowcy zwykle robili właśnie pozyskanie, które im zabrano. Nie mogą przejść do innych prac, bo teraz, gdy często śnieg po kolana, nie robi się przygotowania gleby, sadzeń itp.

 

Jeden z przedsiębiorców podpisał umowę z nadleśnictwem dokładnie w dniu wprowadzenia ograniczeń. Zamiast dobrego kontraktu miał więc od razu spory problem.

 

Rafał Jajor

 

Komentarze (0)
Zaloguj się lub zarejestruj, aby dodać komentarz.

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza.

© 2014 firmylesne.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i realizacja: DIFFERENCE