

















Strona główna » Artykuły » Aktualności » Wróżenie z kuli
Autor: Rafał Jajor
Jesteśmy na początku roku 2026. Jaki będzie?
Po pierwsze, ile będziemy ciąć? Około 38-39 mln metrów sześciennych drewna, tak zapowiada Ministerstwo Klimatu i Środowiska. To nieco mniej niż w ostatniej pięciolatce, gdy cięliśmy po ok. 40 mln kubików.
A co będziemy ciąć? Ano, i tu zaczynają się schody. Bo raczej więcej sosny, a mniej dęba i innych liściastych. Już w roku 2024 Lasy Państwowe sprzedały o 7 proc. więcej drewna wielkowymiarowego sosnowego niż rok wcześniej, za to o 5 proc. mniej dębowego. Zresztą sprzedaż dęba spadła w ciągu trzech lat o ponad 20 proc.
Sosny będziemy ciąć coraz więcej, bo podobnie jak świerk, zaczyna nam zamierać. A to nasz główny gatunek, udział sosny w naszych lasach to prawie 70 proc. Jeśli sosna będzie nam schnąć, to trzeba będzie ją wycinać wcześniej, niż zakładaliśmy. A w jej miejsce sadzić więcej gatunków liściastych. Oczywiście tam, gdzie to ma sens.
Ministerstwo prognozuje, że przez najbliższych 10 lat będziemy corocznie pozyskiwać w drzewostanach zagrożonych zamieraniem dodatkowo ok. 5 mln kubików.
Co to oznacza dla zuli? Więcej sosny do cięcia na nizinach, czy to w trzebieży, czy to w rębnych, to więcej pracy dla harwesterów. Ale i większa konkurencja i walka ceną. A więc też potrzeba zadbania o wydajność, bo cena może być niższa, o ile nie trzeba będzie wchodzić na jedną powierzchnię kilka razy, ganiać za małymi ilościami drewna po leśnictwie, zabijać stosów itd. A tu piłeczka jest po stronie LP.
Mniej pozyskania liściaka, to pewnie też jeszcze mniej drwali. Przynajmniej na razie, bo jak już wytniemy zamierającą sosnę i na części tych terenów posadzimy gatunki liściaste, to w przyszłości ktoś będzie je musiał pozyskać. Ale to dopiero za powiedzmy 100 lat, mamy czas.
Zagrożenia? Po ewentualnym zakończeniu czy zamrożeniu wojny na Ukrainie może dojść do zniesienia embarga na drewno z Białorusi i Rosji. A wówczas Rosja może nas zalać swoim tanim drewnem.
Podobnie zrobić mogą Chiny, które zwiększyły swoją lesistość z około 10 proc. w 1949 roku do ponad 25 proc. obecnie. Dla porównania w podobnym okresie w Polsce lesistość wzrosła o jakieś 10 proc.
No i jeszcze koszty prowadzenia gospodarki leśnej. Te będą rosły. Na razie, także dzięki niskim cenom usług leśnych w ostatnich dwóch latach, Lasom Państwowym udaje się jakoś trzymać swoje koszty w ryzach, ale to nie będzie trwać wiecznie.
Lasy nie mają już też łatwego wyjścia w postaci zwiększenia pozyskania. Po pierwsze nacisk społeczny na to nie pozwala. MKiŚ chce do roku 2030 wyznaczyć na terenie LP 20 proc. lasów o wiodącej funkcji społecznej i przyrodniczej. Z tego aż 14 proc. mają stanowić lasy pod ochroną ścisłą.
Ma to zmniejszyć pozyskanie drewna w Polsce o jakieś 2,5 mln kubików rocznie. MKiŚ liczy, że nadrobimy to pozyskaniem zamierającej sosny.
Po drugie na wynik finansowy LP większe znaczenie od ilości pozyskiwanego drewna, ma jego aktualna cena. W roku 2024, mimo wzrostu sprzedaży drewna o 1,4 mln kubików w stosunku do roku 2023, nastąpiło zmniejszenie przychodów Lasów Państwowych. Bo ceny drewna były niższe.
Co z tego wszystkiego wynika? Jak zawsze: pewna jest tylko zmiana. Dla jednych na lepsze, dla innych na gorsze. Trzymam za nas kciuki!



