

















Strona główna » Artykuły » Procedury przetargowe – drożej w KIO?
Autor: Łukasz Bąk
Stawka wpisu przy składaniu odwołania w KIO powinna wzrosnąć, ale nie na tyle by pozbawić wykonawców możliwości kontroli decyzji zamawiających.
Jesienią minionego roku miałem okazję uczestniczyć w spotkaniu z przedstawicielami Krajowej Izby Odwoławczej. Była to krótka konferencja zorganizowana przez warszawski samorząd adwokacki. Siedziba miejscowej adwokatury gościła prezesa KIO, wiceprezesa oraz jednego z orzeczników. Pomysł był
dobry, bo rzadko kiedy pojawia się okazja wymienić opinie, refleksje na temat funkcjonowania Izby, na
salach rozpraw odwoławczych nie ma na to miejsca, ani czasu. Podczas konferencji więc adwokaci zgłaszali swoje postulaty, przemyślenia, a goście kierowali własne uwagi w kierunku pełnomocników. Dyskusja była bardzo rzeczowa.
Już wtedy zwróciło moją uwagę niezadowolenie przedstawicieli KIO spowodowane nadmiarem spraw do rozpoznania i brakiem możliwości sprawnego wyrokowania. Goście spotkania mówili, że w ostatnich latach nastąpił duży wzrost liczby składanych odwołań, z którymi Izba coraz trudniej daje sobie radę. Takie statystyki są zresztą dostępne na stronie internetowej Izby.
Liczba spraw w 2024 roku była wyższa niż w roku poprzednim o niemal trzydzieści procent. To rzeczywiście dużo. Rozmówcy wskazywali, że zwiększenie obsady kadrowej nie jest proste i nie zawsze możliwe, podobnie z zapleczem biurowym. Wśród głosów w dyskusji pojawił się postulat podwyższenia wpisu, celem wyeliminowania części odwołań składanych w zbyt błahych sprawach, ze zbyt miałkimi zarzutami.
O tym, z jakim problemem mamy do czynienia przekonałem się niedługo po konferencji. Aktualnie bowiem czas oczekiwania na rozprawę w KIO sięga niemal dwóch miesięcy od chwili zainicjowania sprawy. Niemało, szczególnie, że w ustawie jest mowa o obowiązku wydania wyroku w ciągu zaledwie czternastu dni. Termin ten okazuje się dzisiaj fikcją, na czym tracą wszyscy albo prawie wszyscy.
Z głosem w sprawie podwyższenia wpisu spotkałem się ponownie niedawno w jednej z branżowych gazet
prawniczych. Krytycznie o sprawności i szybkości procedury odwoławczej wypowiadał się prezes dużego gracza w branży budowlanej, realizującego zamówienia publiczne. Rozmówca gazety sugerował, jako jedno z rozwiązań, korektę w górę opłaty wstępnej.
Dlaczego warto o tym pisać w Gazecie Leśnej? Z wielu powodów. Podstawowy jest taki, że właściciele firm leśnych po odwołania sięgają moim zdaniem dość często. Jeżeli spojrzymy na to z perspektywy wszystkich przetargów we wszystkich nadleśnictwach, łączna liczba odwołań mogłaby okazać się znaczna i nawet zauważalna w statystykach KIO. Branża leśna powinna zatem uważnie obserwować, co dzieje się z dostępnością odwołań oraz zabierać w tej dyskusji głos, bo jej także to bezpośrednio dotyczy.
Uważam postulat weryfikacji wysokości wpisu za godny dyskusji. Przepisy, z których wynika aktualna kwota sięgają wstecz kilkunastu lat. Pierwotnie drastycznie wysoki wpis uległ korekcie na skutek interwencji Trybunału Konstytucyjnego i tak zostało do dzisiaj. Fakt, w branży leśnej niełatwo o regularne podwyżki cen za zamówienia w nadleśnictwach. Dostrzegam jednak, że kwota 15000 złotych rzadko kiedy stanowi samoistną przeszkodę we wniesieniu odwołania. Chyba zatem taką nie jest.
Moim zdaniem, ogólnie rzecz ujmując, przedsiębiorców leśnych stać dzisiaj na wpłacenie wpisu, jeżeli tylko uważają, że samo odwołanie będzie miało sens. Tym bardziej, jeżeli składa się na nie kilkoro konsorcjantów. Zgadzam się także, że opłata wstępna powinna gwarantować mechanizm, w którym z jednej strony nie ograniczymy nadmiernie prawa do sądzenia się, a z drugiej strony zapewnimy odpowiednią selekcję spraw.
Co się tyczy selekcji, to słusznie przedstawiciele KIO wskazują, iż odwołanie bywa narzędziem służącym nie tylko samej weryfikacji decyzji przetargowej, ale przykładowo także utrudnieniu wykonania zamówienia przez wygrywającego konkurenta (krótszy czas obowiązywania umowy). Do Izby trafiają, wśród wielu innych, także sprawy o, przynajmniej z pozoru, niskich szansach na powodzenie. Taka jest jednak niezmienna cena za zachowanie gwarancji procesowania się. Bardzo trudno zachować równowagę pomiędzy sprawnością procedury, a prawem do zaskarżania.
Dlatego obawiam się podwyżki nadmiernej, która faktycznie pozbawi wielu wykonawców możliwości
kontroli decyzji zamawiających. Droga w KIO, jakkolwiek niełatwa, stanowi jedyne remedium na potknięcia lub zaniedbania nadleśnictw w każdym zakątku kraju. Jeżeli tej formy nacisku nie będzie, albo będzie słabsza (bo dużo droższa), zamawiający będą czuli się bardziej pewnie, a czasami zbyt pewnie. Skoro nadleśnictwa wydają miliardy złotych rocznie na usługi leśne, konkurujący usługodawcy powinni mieć
w miarę dostępne narzędzia prawne egzekwowania uczciwych sposobów przydzielania zamówień i nie specjalnie powinno ich obchodzić, że KIO zatrudnia zbyt skromne zaplecze kadrowe do sprawnego wydawania wyroków. To jest obowiązek państwa, aby stworzyć Izbie odpowiednie warunki umożliwiające
szybkie rozstrzygnięcia.
Aktualnym zadaniem branży leśnej jest w moim przekonaniu wzięcie udziału w dyskusji o potencjalnych podwyżkach. Decydenci, urzędnicy, politycy, powinni poznać świat procedur odwoławczych widziany z perspektywy zakładów usług leśnych i uwzględnić także ten punkt widzenia przy podejmowaniu decyzji.



