Tajfun

Powtórka z rozpaczy – komentarz

Autor: Rafał Jajor

Fot.: Lasmedia

Będzie znowu rzeź – mówią mi przedsiębiorcy leśni. To o zbliżających się przetargach na usługi leśne.

Na obecny rok przedsiębiorcy, którzy wygrali przetargi zaoferowali ceny średnio o 8 proc. niższe od wyceny nadleśnictw. Średnio, a więc zdarzały się, i to nierzadko, oferty o blisko 30 proc. niższe od wyceny.

Te 8 proc. dały Lasom Państwowym ok. 360 mln zł „oszczędności” w stosunku do tego, co planowały wydać na usługi leśne w bieżącym roku.

Czytaj: Dlaczego zule zaniżają?

Dawniej, gdy Lasy Państwowe szacowały wartość zamówień kierując się tak zwanymi „cenami rynkowymi”, czyli stawkami usług leśnych obowiązującymi w danym roku, powtórka rzezi nie byłaby w tak dużej skali możliwa. Bo jeśli raz przedsiębiorca obniżył ceny o dajmy na to 20 proc., i LP wzięłyby te stawki za ceny rynkowe, i na ich podstawie wyceniły prace na rok kolejny, to druga obniżka znów o 20 proc. spowodowałaby spadek cen w dwa lata o 40 proc..

Teraz jednak Lasy zapewniają, i nie mam na razie powodów, by w to nie wierzyć, że wyceniają prace do przetargów nie kierując się stawkami z ubiegłego roku, ale obiektywnymi wskaźnikami, jak koszty pracy, koszty użytkowania maszyn itp. Czyli obniżanie ofert znów jest możliwe z tego samego pułapu. Może się więc nam rzeczywiście szykować powtórka z rozrywki.

Nie, nie z rozrywki, a raczej z rozpaczy. Bo wieści o cenach rzędu dwudziestu kilku złotych za pozyskanie ze zrywką kubika są podawane z ust do ust przez przedsiębiorców leśnych, którzy mówiąc to kręcą z niedowierzaniem głowami: da się za takie pieniądze robić?

No widać, się da.

Jak to możliwe? Wspaniale byłoby, gdyby niskie ceny usług wynikały z postępu technologicznego: więcej wydajnych, nowoczesnych maszyn, więcej dobrze wykształconych, doświadczonych pracowników, więcej racjonalnego zarządzania pracami… Czy tak jest? Może w jakiejś części tak, ale tylko w niewielkiej.
Więc jak takie ceny są możliwe? No cóż: nadleśnictwo może zlecić danemu, taniemu wykonawcy więcej prac, które ten wycenił nisko np. hodowli. Może, ale nie musi. Może je przesunąć na rok następny, a teraz dodać prac, które zostały wycenione wyżej.

Sam przedsiębiorca może zatrudnić wszystkich pracowników na pełne etaty, a także wpłynąć na swoich podwykonawców, by zrobili to samo. Bo przypomnę: wszystkie prace z zakresu pozyskania i zrywki powinny być wykonywane przez etatowych pracowników.

Ale znowu: może, ale nie musi. Może przecież też zatrudnić ich na 1/8 etatu i też spełni formalne wymogi zatrudniania.

W takim otoczeniu biznesowym najlepiej radzą sobie firmy nazywane potocznie „teczkowymi” czyli takie, które wygrywają przetargi na potęgę, a potem odsprzedają za procent prace miejscowym, którzy przegrali.

Nazywanie tych firm teczkowymi nie jest adekwatne, bo prowadzący je przedsiębiorcy posługują się raczej szybkimi laptopami, dobrymi telefonami i bystrymi prawnikami, a nie teczkami. I swój potencjał w postaci maszyn czy pracowników też mają, nierzadko spory.

I to pozwala im wygrywać przetargi na duże rozmiary prac, których samodzielnie wykonać nie byliby w stanie. Sposób, w jaki Lasy kształtują przetargi takim właśnie firmom sprzyja. To po prostu jest dobry model biznesowy na te czasy.

A że zakłada on niszczenie lokalnych, rodzinnych, niewielkich firm, na których opiera się polskie leśnictwo, to inna sprawa. Krótkoterminowo wszystko się spina. Zobaczymy, jak długo.

I, skoro dziś na smutno to jeszcze na dokładkę: portal FIRMYLESNE.pl odnotował na mapie wypadków
w lesie od początku tego roku 23 wypadki ciężkie i śmiertelne.

Zapisz się do Newslettera

Najnowsze artykuły

MAPA WYPADKÓW W LESIE

mapa z buttonem
Firmy Leśne
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.