



















Strona główna » Artykuły » Aktualności » Pół minuty ratuje życie – Letnia Szkoła Drwala cz. 2
Autor: Magdalena Bodziak
Drwalu odchodź od drzewa po obaleniu i poczekaj pół minuty zanim zaczniesz je okrzesywać – radzą doświadczeni drwale i mistrzowie Polski drwali – Tomasz Bilski i Jacek Stochniałek w kolejnym odcinku Letniej szkoły drwala.
Tomasz Bilski to drwal z zawodu i zamiłowania z podkarpackiej Milczy. Od 2012 roku startuje z sukcesami w zawodach drwali, stając również na najwyższym podium. Dwa razy w swoim życiu otarł się o śmierć podczas ścinki. Najgroźniejszy był wypadek pięć lat temu. Wtedy życie uratowała mu jedna zasad, której się od zawsze trzyma:
Tomasz Bilski: Pięć lat temu w trakcie ścinania drzewa, oddalając się po wykonaniu rzazu podcinającego, przystanąłem, popatrzyłem do góry i zauważyłem, że leci na mnie oberwany konar z drzewa, które znajdowało się za mną.
Z mojej perspektywy nie mogłem wcześniej stwierdzić tego zagrożenia, bo urwany konar wisiał na drzewie oddalonym około 10 metrów. Dlatego tak się zdarzyło. Ale wtedy, gdybym od razu nie odszedł i zatrzymał się na chwilę w miejscu, w którym to drzewo było obalane, to dziś by mnie tutaj nie było.
Konar zranił mnie w głowę i ramię, ale zdążyłem na tyle odejść, że po prostu odniosłem mniejsze obrażenia. Oddalanie się ratuje niejednokrotnie życie. A wielu drwali, takich już z doświadczeniem kilkunastoletnim, po prostu nie robi tego. Nie oddala się, bo to drzewo ich hipnotyzuje, albo sami nie wiedzą dlaczego – zostają i patrzą na spadającą strzałę. A trzeba odejść minimum te pięć metrów, szczególnie przy wycince drzew liściastych, na przykład buka.
Ja pracuję na terenach górskich w Bieszczadach, to był w sumie mój drugi wypadek, ale wciąż pracuję i nie boję się drzew. Myślę, że ja je nawet lubię.
Jacek Stochniałek, drwal z 36-letnim doświadczeniem, wielokrotny mistrz polski drwali, sam prowadzi w Olesnie (woj. opolskie) swojego zula „Chrobotek”. Jego zdaniem najwięcej wypadków dzieje się w drzewostanach liściastych albo mieszanych.
Jacek Stochniałek: Pracownik ścina na przykład sosnę, a ona upadając uderza w drzewo liściaste. Drwal widzi, że wszystko jest ok. i przystępuje do okrzesywania. Jednak drgania, które się wytworzyły podczas ścinki są tak duże, że po średnio 15–20 sekundach, spada na niego spora gałąź – z tego liściastego, najczęściej z dębu, rzadziej z buka. Wtedy jest wypadek albo ciężki, albo śmiertelny. Jeżeli założymy, że ten upadek konaru jest po około 15–20 sekundach, to po prostu po upadku tego drewna w takim mieszanym drzewostanie, trzeba dać chwilę temu drzewu „pooddychać”, żeby się wszystko uspokoiło. Nawet pół minuty po tym zabrać się do pracy. To jest może długo, ale czasem pół minuty może uratować życie.
Oczywiście ja jak podchodzę do drzewa, to się go nie boję, ale mam respekt do tej natury. Także takie rzeczy, gdzie nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć zawsze będą się zdarzać. Nie wykluczymy w 100 procentach wypadków, ale możemy sprawić, że ich będzie zdecydowanie mniej.



