



















Strona główna » Artykuły » Aktualności » Okopani na pozycjach pod osłoną zarządzeń
Autor: Michał Procner
Roszady na stanowiskach w LP a sytuacja zuli, przetargi, ograniczenia cięć – rozmowa z Wojciechem Szczotką podczas Hydeparku GAZETY LEŚNEJ
Hydepark GAZETY LEŚNEJ podczas targów Eko-Las w Mostkach koło Świebodzina obfitował w ciekawe dyskusje. Jednym z naszych gości był przedsiębiorca leśny i prezes Stowarzyszenia Przedsiębiorców Leśnych, z którym redaktor portalu firmylesne.pl Michał Procner rozmawiał na temat aktualnej sytuacji zuli.
Pierwszym tematem była kwestia superat dla zuli. Spytany o działania w tym temacie, Wojciech Szczotka zwrócił uwagę na rozbieżność w podejściu ze strony różnych RDLP.
– Widzimy zmienność w podejściu do tego tematu w różnych dyrekcjach, więc w ramach prac naszych członków w komisjach wspólnych zachęcamy do tego, żeby jak najbardziej ten temat poruszać i absolutnie nie odpuszczać. Już bardzo dużo przedsiębiorców leśnych zaczęło sobie niestety odpuszczać, a wiadomo, że jak odpuścimy, to ten temat zostanie zapomniany.
Niestety, prezes SPL nie widzi na razie zmiany w podejściu ze strony Lasów Państwowych – poza jednym wyjątkiem.
– Niestety muszę powiedzieć, że bardziej to wygląda na okopanie się na pozycji i zasłanianie się jakimiś wewnętrznymi zarządzeniami, przede wszystkim dyrektorów regionalnych – mówł Wojciech Szczotka – Ale trzeba naprawdę pochwalić Regionalną Dyrekcję szczecińską, gdzie zarządzenie jest zupełnie odwrotne. Jest ono napisane w sposób klarowny i jasny, że ma być to odbierane na korzyść zakładów usług leśnych.
Zdaniem Wojciecha Szczotki temat superat jest dla każdej firmy leśnej bardzo istotny, tym bardziej w dobie zaostrzonej konkurencji i obniżania stawek. Jak policzył na własnym przykładzie na potrzeby Komisji Wspólnej, mowa o około 4 proc. drewna.
Jak mówił prezes SPL, najistotniejszą kwestią obecnie jest poprawienie przetargów.
– Zeszłoroczne przetargi pokazują nam to, że nasza przestrzeń biznesowa się zmienia. Oczywiście ona się musi zmieniać, zawsze będzie się zmieniała, zmieniała się wcześniej, będzie się w przyszłości zmieniać, ale teraz zmienia się w stronę mało pozytywną, więc potrzebujemy od lasów, od kierownictwa lasów państwowych po prostu pewnych bezpieczników w zamówieniach publicznych – mówił Wojciech Szczotka – Mówimy tutaj o kryteriach pozacenowych, o warunkach uczestnictwa w przetargu, o planowaniu wielkości pakietów.
Poważnym problemem, jak twierdzi nasz rozmówca, jest promowanie nieuczciwej konkurencji przez Lasy Państwowe. Chodzi konkretnie o rozstrzelone terminy przetargów, przez które przedsiębiorcy z jednej dyrekcji “atakują” następne dyrekcje po przegranej na “swoim” terenie.
Kolejne kwestie to brak bezpiecznika w postaci kryteriów pozacenowych oraz sprawiedliwe kontrole przeprowadzane na jednolitych zasadach w całym kraju.
– Chciałbym wierzyć w to, że kryteria pozacenowe to jest taki kamyczek w bucie dla nieuczciwego przedsiębiorcy, który chciałby polawirować zamówieniem.
W założeniu kryteria pozacenowe mają umożliwić zamawiającemu dodanie parametrów do przetargu. Na przykład kryterium pozacenowe samodzielnej realizacji, które może dodać nadleśniczy, jeśli uzna, że samodzielna firma lepiej zrealizuje prace.
– To ma być element systemu, który tak naprawdę pomaga zamawiającemu z rzeszy firm wyselekcjonować taką, która według niego jest potrzebna do pracy na terenie danego nadleśnictwa. Kryteria pozacenowe proponowane przez Stowarzyszenie Przedsiębiorców Leśnych i Polski Związek Pracodawców Leśnych są tożsame ze sobą i one nie obejmują tylko tej kwestii, o której powiedziałem, jest ich dużo więcej, ale to ma tak naprawdę pomóc zamawiającemu w wyborze najbardziej odpowiedniej firmy.
Temat kryteriów pozacenowych wiąże się też pośrednio z wspieraniem rozwoju firm leśnych i umowami wieloletnimi. Jak mówił Wojciech Szczotka, wielu przedsiębiorców obawia się wieloletnich umów, ale przecież leasingu na maszynę nie bierze się na jeden rok. Mając zapewniony front robót na dłuższy okres można taką decyzję łatwiej podjąć.
W temacie kontroli Wojciech Szczotka twierdzi, że w zulach nie są one niczym skomplikowanym, ale muszą być konsekwentne.
– Zarządzenie dyrektora, które powstało niedawno na temat tych kontroli, które też upoważnia stowarzyszenia takie jak SPL czy PZPR do tego, żeby brać w tym udział jak obserwatorzy, bardzo jasno przedstawia sposób, w jaki trzeba kontrolować, czyli w jaki powinno się kontrolować – mówił.
Na pytanie o kryzys w branży, nasz rozmówca odpowiedział w żartobliwym tonie.
– Mamy taką przywarę, jako nie tylko branża, ale myślę, że cały naród, że zawsze jesteśmy w kryzysie. Tak, teraz można powiedzieć, że jest jakiś kryzys w przedsiębiorczości leśnej, ale pytanie czy to jest kryzys, czy tam się po prostu zmienia jakby całe nasze otoczenie biznesowe. Wpadamy w okres, szczególnie na zachodzie kraju, dużej konkurencji.
Jak mówił Wojciech Szczotka, dawniej na pakiet były dwie, może trzy oferty, teraz w niektórych regionach pięć czy nawet sześć ofert staje się normą. Firmy składały oferty tylko w pakietach, które chciały “wziąć”, obecnie zakłady usług leśnych składają oferty na wielokrotnie więcej ofert niż są w stanie podjąć.
W związku z taką sytuacją, prezes SPL przewiduje, że w najbliższym czasie więcej firm będzie się zamykać, ale powstanie też więcej nowych. Jego zdaniem problemem wielu przedsiębiorców jest brak chęci do zrzeszania się.
– Ludzie nadal nie potrafią spojrzeć sobie często w oczy. Bo ciężko położyć ofertę komuś, kogo się zna. Więc lepiej nie znać nikogo i kłaść oferty dla wszystkich dookoła. Albo mieć tylko na temat sąsiada kiepskie mniemanie, bo kiedyś się na mnie krzywo spojrzał pod Biedronką. Łatwiej się kogoś atakuje. Więc twierdzę, że stowarzyszenia przedsiębiorców jednak mają ten sens konsolidacji środowiska, której nam bardzo brakuje.
Zdaniem Wojciecha Szczotki prawdziwy kryzys to fakt, że na dwa liczące się stowarzyszenia zrzeszają zaledwie poniżej dwustu członków. A firm leśnych w Polsce mamy 4,5 tysiąca.
Właśnie, to jest ten największy problem w stowarzyszeniu, właśnie pan to podjął w tym momencie. Każdy oczekuje czegoś z stowarzyszenia. A ja wolę powiedzieć to, co ty możesz dać stowarzyszeniu.
W związku z tym prezesowi SPL pozostało zachęcić przedsiębiorców do zrzeszania się i aktywnego uczestnictwa w życiu branży. Jak mówił, rozmowa z “kolegami po fachu” jest bezcenna.
“Pierwsza” generacja zulowców odchodzi powoli na emeryturę. Ludzie znacznie mocniej związani z lasem niż ich następcy, którzy działają w świecie określonym przez Wojciecha Szczotkę “zbrutalizowanym”.
– Politycy teraz bardzo lubią antagonizować ludzi i wydaje mi się, że podobnie robi też część leśników. Napuszczają nas jednego na drugiego. Mówię o podejściu do tematów, takich jak właśnie brak kryteriów poza ceną, brak warunków w przetargach, tylko cena. Jeden grosz decyduje czasami o tym, kto wygrywa przetarg. Nie jakość, nie rzetelność, nie punktualność, nie certyfikaty pracowników, cokolwiek… Gdzie my pracujemy?
Pewnym remedium na tę sytuację mogłyby faktycznie być stowarzyszenia, a także spotkania targowe.
– Przyjedziemy, spojrzymy na siebie, porozmawiamy, mamy okazję uścisnąć rękę jednego, drugiego dostawcy, a przy okazji spotkamy naszego konkurenta, do którego może nawet trzeba będzie podejść i pogadać. I może już nie będzie to taki zły człowiek – spekulował Wojciech Szczotka.
Na ostatniej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa ponownie mowa była na temat skutków ograniczeń cięć i można było odnieść wrażenie, że w gruncie rzeczy nadal nie ma żadnego konsensusu. Czy spowodowały problem dla branży i jak duży? Czy dotyczy on wszystkich, czy tylko poszczególnych zuli?
Czytaj: Wszystkie winy Mikołaja Dorożały
Na pytanie o ograniczenia widziane z perspektywy Stowarzyszenia Pracodawców Leśnych, jego prezes odpowiedział:
– Ograniczenia spowodowały problemy, ale tu nie chodzi o procenty. Procenty są znikome. Szczerze mówiąc, co roku startując przy targach, każdy z nas nie ma zawsze takiej samej ilości drewna do pozyskania. Więc to jest pewna sinusoida, pozyskanie raz jest większe, raz jest mniejsze. Problem ograniczeń jest bardziej, powiedziałbym, psychologiczny. Temat jest tak nagrzany, przegrzany, że my wszyscy cały czas słyszymy o tych ograniczeniach, że to zaraz będzie wszędzie, że ludzie zaczynają panikować.
Jak twiedzi Wojciech Szczotka, przedsiębiorcy boją się, że za chwilę ograniczenia będą wprowadzone w kolejnych miejscach. Od tego zaczyna się kaskada negatywnych zdarzeń: jeśli ograniczenia będą u mnie, to muszę nabrać więcej zleceń, więc muszę napaść na sąsiada.
Co więcej, niepokój podsyca niemożność dojścia do porozumienia między Lasami a Ministerstwem. Nadal nie wiadomo co będzie dalej, nie ma definicji starolasów, co będzie wyłączane przy ciekach wodnych.
No jak to będzie w końcu wyglądało? Bo my nadal nie wiemy. Jeżdżąc po tych wszystkich komisjach, jako przedstawiciele stowarzyszenia, my nadal nie wiemy, nadal nie wiemy, co to są te starolasy, które mają wyłączać, co mają wyłączać przy ciekach wodnych. Na terenie dwóch Dyrekcji Regionalnych Lasów Państwowych stosuje się dwa metry odcieków wodnych, a w drugiej cały oddział jest wyłączony.
– To jest po prostu śmieszne, szczerze mówiąc. Ja to tak mówię bez ogródek, bo to jest po prostu śmieszne podejście – komentował Wojciech Szczotka.
Nie ulega też wątpliwości, że na terenach gdzie ograniczenia były największe, firmy otrzymały “cios poniżej pasa”. Prezes SPL nazywa to polityczną zagrywką, która odbyła się kosztem ludzi ciężko pracujących.



