

















Strona główna » Artykuły » Aktualności » Kontrole w zulach
Autor: Łukasz Bąk
Kontrole wykonywania umów na usługi leśne mają wyeliminować z rynku nieprofesjonalne zule.
W marcu Dyrektor Generalny Lasów Państwowych wydał zarządzenie w sprawie kontroli wykonywania umów na usługi leśne. Pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy jest taka, że w zasadzie tego typu regulacje muszą wywołać pewne zdziwienie. Wydawać by się mogło, że każdemu zamawiającemu (pamiętajmy, są to odrębnie wszystkie nadleśnictwa) powinno zależeć na prawidłowym wykonywaniu umów i że nie trzeba ich do tego mobilizować. Jak się okazuje, nic bardziej mylnego.
Po wielu latach od sprywatyzowania usług leśnych konieczny był przymus z centrali w Warszawie, aby kwestia weryfikacji kontraktów została wprowadzona powszechnie w życie. Dziwnie to świadczy o determinacji zamawiających w kwestii pilnowania standardów usług leśnych. Żeby było jasne, nie jestem przeciwnikiem wprowadzonych kontroli, jest dokładnie odwrotnie i to z dwóch, zasadniczych powodów.
Pierwszy powód jest taki, że obowiązujące prawo przetargowe oraz formułowane na jego podstawie warunki udziału w postępowaniach, nie są w stanie stworzyć zdrowej konkurencji, motywującej zakłady usług leśnych do ciągłej profesjonalizacji. Stwierdzaliśmy to już wielokrotnie na tutejszych łamach. Uczciwi i ambitni przedsiębiorcy muszą zatem szukać pomocy i prawnego pocieszenia gdzie indziej, a znajdą je paradoksalnie właśnie w treści standardowych umów, pod warunkiem, że będą właściwe realizowane.
I tutaj przechodzę do drugiego powodu, dla którego regularne kontrole w całości popieram. Otóż umowy, o czym pisałem już w Gazecie Leśnej, sukcesywnie pęcznieją, obrastają w regulacje, zobowiązania, skomplikowane zapisy i grube załączniki. Trzeba zatem w nich szukać remedium na nie do końca zdrową rywalizację usługodawców. Liczne klauzule i obostrzenia, w szczególności w zakresie kwestii związanych z przestrzeganiem różnych przepisów prawnych i norm wewnętrznych LP (pracowniczych, bhp, technicznych itp.) powinny być stanowczo, choć ze zdrowym rozsądkiem, egzekwowane.
W ten sposób doprowadzilibyśmy do wypadnięcia z rynku podmiotów niedostatecznie profesjonalnych, a pozostaliby ci lepiej zorganizowani, ale także drożsi. Taka jest, o ile mi wiadomo, geneza powstania zarządzenia i starań przedsiębiorców leśnych o jego wydanie. Dla jasności chcę dodać, że nie budzi ono moich wątpliwości co do zgodności z prawem. Działa tutaj prosta, jak drut zasada: dwie strony umawiają się na współpracę opartą o zbiór zapisów, do których musi się dostosować przede wszystkim wykonawca. W efekcie, druga strona, czyli zamawiający, słusznie przyznaje sobie prawo weryfikowania stosowania ustalonych reguł. Ten wniosek należy przenieść na szczegółowe postanowienia i zobowiązania, chyba w pierwszej kolejności natury pracowniczej.
Cywilizowany rynek usług leśnych zaczyna się bowiem od cywilizowanych form zatrudnienia. Żeby je skutecznie wdrażać, należy regularnie sprawdzać informacje, które wynikają z dokumentów okazywanych przed podpisaniem umowy, tak aby nie pozostały one w kolejnych miesiącach czystą fikcją. Kontrola ma szczególne znaczenie w przypadku punktowania kryteriów tzw. „samodzielnego wykonania” albo „obowiązku zatrudnienia”. Jeżeli nadleśnictwa nie będą weryfikowały kwestii pracowników, ich zgłoszeń do ZUS i utrzymania etatów, wymienione kryteria pozostaną bezużyteczne i niczego w branży leśnej nie zmienią. Wątpliwości co do prawa pozyskiwania przez zamawiających dokumentów o zatrudnieniu należy włożyć między bajki. Jak bowiem inaczej należałoby pilnować kluczowych klauzul w podpisanej umowie?
Analogiczne rozumowanie musimy przyjąć w odniesieniu chociażby do zagadnień bhp, które są mocno eksponowane we wzorach umów. Tutaj także, aby zapisy nie pozostały wyłącznie teorią i aby statystyki wypadkowe w lasach malały, zamawiający musi mieć możliwości sprawdzania stosowania kwestii takich, jak choćby codzienne używanie środków ochrony indywidualnej. Uważam to za odpowiedzialność Lasów Państwowych nie tylko o charakterze gospodarczym (czyli dla własnego dobra LP), ale także o charakterze społecznym, wobec nas wszystkich (czyli dla dobra ogółu).
Zarządzenie przewiduje udział organizacji zrzeszających przedsiębiorców leśnych w procedurach kontrolnych. To moim zdaniem strzał w dziesiątkę. Jest z nim trochę tak, jak z ławnikami w sądach – chodzi o to, aby po stronie organu występował tzw. czynnik społeczny. Jeżeli uznajemy za sensowne włączenie samorządnych organizacji w kontrolę umów, tym samym aktywizujemy branżę leśną i czynimy ją współodpowiedzialną za standard świadczenia usług. Idea nie polega na dawaniu organizacjom uprawnień, których nie mają, bowiem wspomniane podmioty pełnią rolę obserwatorów, a nie kontrolerów. Ich przedstawiciele, choćby podczas wizytacji nie odezwali się ani razu, będą samą swoją obecnością motywować służbę leśną do dokładności i wnikliwości. Defektem zarządzenia pozostaje, że organizacje są powiadamiane o kontrolach wyłącznie planowych, a nie doraźnych. Może ulegnie to zmianie, ale pod warunkiem dostatecznie częstych obecności przedstawicieli organizacji podczas przeprowadzanych kontroli.
Zarządzenie przewiduje, że pierwsze kontrole mają zostać przeprowadzone w ciągu czterech miesięcy od dnia wejścia dokumentu w życie, co na pewno nie podoba się wielu przedstawicielom służby leśnej, bo generuje dla nich więcej pracy. O ile mi wiadomo, machina już ruszyła, choć jeszcze nie wszędzie. Co ciekawe, do końca listopada ma powstać w Dyrekcji Generalnej ocena przydatności zarządzenia. Zobaczymy, jakie będą wnioski z pierwszych miesięcy wdrażania dokumentu. Oby utrzymał się w mocy jak najdłużej i docelowo poskutkował wzrostem konkurencyjności w branży.
To jeden z wielu artykułów branżowych, jakie ukazały się na łamach najnowszego numeru GAZETY LEŚNEJ. Zaprenumeruj czasopismo, by co miesiąc otrzymywać kompendium informacji prosto z lasu!


