W nadleśnictwie Supraśl Ministerstwo wskazuje na nieprawidłowości wykryte w działaniu konsorcjum firm, którego liderami jest rodzina Karpowiczów.
Andrzej Karpowicz wypowiadał się na konferencji prasowej Protestu Branży Drzewnej.
Konsorcjum wygrywało niemal wszystkie przetargi w Nadleśnictwie Supraśl. Po zwiększeniu konkurencji w 2025 roku nadleśnictwo miało zaoszczędzić 2,67 miliona złotych.
W zawiadomieniu znajdziemy konkretne przykłady podejrzanych działań. W 2024 roku, w przetargu na prace leśne Nadleśnictwo Supraśl oszacowało wartość na około 12,56 mln zł. Firma Karpowiczów złożyła ofertę, która była niższa zaledwie o 6,8 tys. zł od tej kwoty.
Rok wcześniej ta kwota wynosiła ponad 10,64 mln zł, a firma złożyła ofertę zaledwie o 21 tys. zł niższą. Podobnie było w 2022 roku, gdy kwota wynosiła 6,85 mln zł, a oferta Karpowiczów tylko o 9 tys. zł mniej.
W 2021 roku wartość prac szacowano na 6,75 mln zł, a oferta zakładu Karpowiczów wynosiła zaledwie o 558 zł mniej.
W przeważającej liczbie przypadków jedynym oferentem była właśnie firma Karpowiczów albo Wysockich.
Firma Dariusza Wysockiego działała głównie na terenie Nadleśnictwa Czarna Białostocka. Tu schemat był podobny: oferty w przetargach były zawsze nieznacznie niższe od wyceny nadleśnictwa. Jednocześnie zul nie składał ofert w innych nadleśnictwach.
Z Andrzejem Karpowiczem rozmawiał reporter Gazety Wyborczej. Przedsiębiorca tak tłumaczy metodykę działania:
– Jako firma nie mamy żadnego wpływu na to, w jaki sposób organizowane są przetargi, na jakich warunkach i kto do nich przystąpi. Kwota, którą nadleśnictwo ustala w przetargu na wykonanie prac leśnych, jest publicznie dostępna i w stosunku do niej dajemy naszą ofertę. Ale na tym nie koniec, bo żeby sprostać wymaganiom nadleśnictwa, musieliśmy powołać do życia konsorcjum kilkunastu firm, które działa od 2010 roku, a pani Halina Karpowicz, jest jego liderem od 2011 roku. Dlatego też nie startujemy w przetargach w sąsiednich nadleśnictwach. Teoretycznie moglibyśmy, ale strzelilibyśmy sobie w kolano.
W tej samej rozmowie Karpowicz zaznacza, że składanie ofert do sąsiednich nadleśnictw nie miałoby sensu, bo do oferty trzeba by było doliczyć koszty transportu, co się nie opłaca.
Tymczasem przetargi na 2025 rok nie przebiegły najlepiej.
– Wiedząc, że jest konkurencja, obniżyliśmy stawki na dwóch pakietach o prawie 1,5 mln zł. To nie wystarczyło, bo konkurencja zaoferowała jeszcze niższe kwoty. I wie pan co się wydarzyło? Już po zakończeniu procedury strony przetargu skorzystały z tzw. „prawa opcji” i ostatecznie nadleśnictwo, praktycznie natychmiast, podpisało z tą firmą umowę na sumę 30 proc. wyższą od złożonej w przetargu. Ta kwota jest więc wyższa od tej, którą my złożyliśmy, przegrywając postępowanie! Czy uważa pan, że to jest normalne i czy wszystko tu odbyło się fair? – pytał Andrzej Karpowicz reportera Gazety Wyborczej.
Nadleśnictwo Supraśl poinformowało Gazetę Wyborczą, że z firmami, które złożyły niższe oferty podpisano umowy na kwoty zaproponowane w przetargu. Specyfikacja warunków zamówienia przewidywała „prawo opcji” umożliwiające zlecenie wykonawcy prac o wartości 30 proc. umowy. I była to informacja dołączona do dokumentów przetargowych.