

















Strona główna » Artykuły » Leśne gigapożary
Autor: Magdalena Bodziak
Pożary w Puszczy Solskiej i powiecie wołomińskim były największymi pożarami lasów w Polsce od ponad trzech dekad i mogą okazać się sygnałem nowej ery zagrożeń związanych ze zmianami klimatu.
Wiosna 2026 roku zapisze się w historii polskiego leśnictwa.
W ciągu niespełna miesiąca doszło do dwóch największych pożarów lasów od początku lat 90. XX wieku. Najpierw ogień strawił ponad 1150 ha Puszczy Solskiej na Roztoczu, a kilka tygodni później około 300 ha lasów w powiecie wołomińskim na Mazowszu.
Skala obu zdarzeń sprawiła, że coraz częściej pojawia się określenie „gigapożary”, dotąd kojarzone głównie z południem Europy czy Stanami Zjednoczonymi.
Pożar w Puszczy Solskiej wybuchł 5 maja. Mimo szybkiego wykrycia przez system obserwacji Lasów Państwowych objął 1157 ha, z czego 885 ha należało do Lasów Państwowych, a 272 ha stanowiły lasy prywatne. Ogień dotknął również planowany rezerwat Długie Bagno. W czasie akcji gaśniczej doszło do tragedii – rozbił się samolot gaśniczy Dromader, a jego pilot zginął.
Po ugaszeniu pożaru leśnicy ocenili, że około 400 ha drzewostanów wymaga usunięcia z powodu uszkodzeń termicznych. Teren pozostaje pod stałym nadzorem Służby Leśnej i jest monitorowany m.in. przez drony z kamerami termowizyjnymi.
Jak podkreśla Jan Kaczmarowski, starszy specjalista Służby Leśnej w Wydziale Ochrony Lasu Dyrekcji Generalnej LP, kluczowym problemem nie było wykrycie pożaru, lecz miejsce jego powstania. Ogień pojawił się na gruntach prywatnych, gdzie nagromadziła się duża ilość materiału palnego, a brak odpowiedniej infrastruktury utrudniał szybkie działania gaśnicze.
Podobny przebieg miał pożar z 28 maja w powiecie wołomińskim, obejmujący tereny Nadleśnictw Łochów i Mińsk.
Początkowo był to pożar wierzchołkowy, należący do najgroźniejszych ze względu na błyskawiczne rozprzestrzenianie się.
W akcji uczestniczyły zastępy PSP i OSP, służby Lasów Państwowych, Straż Leśna oraz lotnictwo gaśnicze, w tym samoloty Dromader, śmigłowce i policyjny Black Hawk.
Aby zatrzymać ogień, wykonano pasy przeciwpożarowe oraz poszerzono pas bezdrzewny wzdłuż drogi krajowej nr 50.
Po trzech dniach sytuację opanowano, a pożar objął około 300 ha.
Zdaniem Jana Kaczmarowskiego oba pożary pokazały, że polski system ochrony przeciwpożarowej działa skutecznie. Polska, mimo dużej liczby pożarów, należy do krajów o jednej z najniższych średnich powierzchni pojedynczego pożaru w Europie.
To efekt rozbudowanego systemu obejmującego ponad 700 dostrzegalni, sieć dróg pożarowych, punkty czerpania wody, patrole naziemne oraz lotnictwo gaśnicze. Jak podkreśla ekspert, w gaszeniu lasów najważniejszy jest czas – strażak obecny przy pożarze w pierwszych 15 minutach jest więcej wart niż stu godzinę później.
Po obu pożarach głos zabrała także Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna, wskazując na rosnące zagrożenie wynikające z gromadzenia martwej biomasy i ograniczania aktywnej gospodarki leśnej.
Zdaniem organizacji pozostawianie dużych ilości suchych drzew i gałęzi zwiększa ilość materiału palnego, a polityka oparta wyłącznie na biernej ochronie przyrody może sprzyjać rozwojowi wielkoobszarowych pożarów.
Czy tegoroczne pożary były wyjątkowym zbiegiem okoliczności, czy zapowiedzią nowej rzeczywistości?
Jan Kaczmarowski uważa, że dziś nie da się tego jednoznacznie rozstrzygnąć. Możliwe, że były jednorazowym odstępstwem od wieloletnich statystyk, ale równie prawdopodobne, że są pierwszym sygnałem zmian związanych z ociepleniem klimatu.
Pewne jest natomiast, że wraz ze wzrostem temperatur, częstszymi suszami i coraz bardziej ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi ochrona przeciwpożarowa lasów będzie stawała przed coraz większymi wyzwaniami.



