

















Strona główna » Artykuły » Aktualności » Bezcenna lekcja zula Larix
Autor: Michał Procner
Po ponad trzech dekadach działalności lokalna firma Larix z Poddębic kończy działalność po przegranych przetargach, które wyeliminowały z rynku dotychczasowych wykonawców usług leśnych
Historia zula Larix nie należy do tych ze szczęśliwym zakończeniem. Jak opowiadał na łamach kwietniowego numeru Gazety Leśnej jej właściciel, Krzysztof Łagodziński, ostatnim gwoździem do trumny były przetargi na 2026 rok, choć problemy zaczęły się znacznie wcześniej.
Wszystko zaczęło się od momentu, w którym nadleśnictwo kupiło własne maszyny.
” – Kupili harwester oraz forwarder, i pracują teraz tym na dwie zmiany. Praktycznie w ten sposób
zabrali nam 30 proc. pozyskania. Z roku na rok było coraz gorzej – opowiada Łagodziński. Z początku była między nadleśnictwem i zulami jakaś współpraca, ale z czasem sytuacja się pogorszyła. Dawniej w skali nadleśnictwa zule pozyskiwały około 80 tysięcy m³ rocznie z udziałem sosny ok. 70 proc., z czego Larix około 40–50 proc., ale to się zmieniło. Zestaw maszyn nadleśnictwa pozyskiwał na powierzchniach wybranych przez leśników, a nawet były przypadki pracy maszyn nadleśnictwa na powierzchniach już wygranych przez zule i zakontraktowanych w przetargach.
Co ciekawe, z rozmów przeprowadzonych z leśnikami przez Łagodzińskiego wynikało, że zatrudnianie
zula do pozyskania jest tańszym rozwiązaniem dla nadleśnictwa, niż praca własnymi maszynami. Gdzie tu zatem logika?” – czytamy w reportażu w najnowszej Gazecie Leśnej.
Tegoroczne przetargi ostatecznie zakończyły działalność zula Larix. Zgodnie z relacją Krzysztofa Łagodzińskiego, procedura przetargowa była w jego nadleśnictwie nieco nietypowa.
„Przetarg otworzono dzień po tym, kiedy rozstrzygnięto postępowanie w sąsiednim nadleśnictwie. Pan Krzysztof podejrzewa, że był to celowy manewr, żeby dopuścić do przetargów więcej firm i zaniżyć stawkę.
– No i im się udało, pewna firma, która przegrała przetarg w sąsiednim nadleśnictwie, u nas weszła, bo może i nie miała innego wyjścia, może maszynę miała w leasingu? W każdym razie wygrała wszystkie pakiety, oprócz jednego, na terenie całych Poddębic, obniżając stawki o około 30 procent – opisuje Łagodziński.
Zgodnie z relacją, konkurencyjna firma złożyła ofertę na Poddębice o 21.30 w dniu, kiedy dowiedziała
się o przegranej w swoim nadleśnictwie i drastycznie obniżyła stawkę”.
„Po zakończeniu 3-miesięcznego okresu wypowiedzenia i zapłaceniu pracownikom ostatnich wypłat, Larix przestanie istnieć. Plac firmy zapełnił się już maszynami, które nie czekają na pracę, ale na nowych właścicieli. Niestety obecna sytuacja na rynku powoduje, że sprzedaż nie przebiega zbyt sprawnie.
– Na szczęście leasingi mieliśmy już spłacone, maszyny są naszą własnością – zaznacza Krzysztof Łagodziński. Kiedy zostaną sprzedane, właściciel zamierza tym zyskiem podzielić się z pracownikami,
którzy teraz dostali wypowiedzenia. W firmie pracowało w sumie 14 osób, w tym 10 pilarzy” – czytamy w artykule na łamach Gazety Leśnej.
Jeśli chcesz czytać podobne artykuły w wersji drukowanej lub cyfrowej co miesiąc, zaprenumeruj Gazetę Leśną – w każdym numerze znajdziesz reportaże o pracy w lesie, teksty branżowe, ciekawostki techniczne i wiadomości z Polski oraz reszty świata.



