valtra
Okiem adwokata

Konsorcjum w sprawie o karę umowną

Dodano: 14.07.2020

Konsorcjum zawiązane na potrzebę konkretnego przetargu nie musi oznaczać konieczności wspólnego występowania z pozwem o zwrot kary umownej.

 

 

Na początku bieżącego roku, w jednym z Sądów Okręgowych zapadł bardzo ciekawy dla branży usług leśnych wyrok. Sprawa dotyczyła żądania zwrotu kary umownej zatrzymanej przez nadleśnictwo w związku z przedterminowym rozwiązaniem umowy. Przed końcem roku doszło do złożenia wypowiedzenia przez zamawiającego oraz obciążenia wykonawcy karą umowną w niebagatelnej wysokości, liczonej od całkowitej ceny kontraktu.

 

Sąd przyznał w sporze rację firmie leśnej nakazując oddanie większości potrąconej kwoty. Wyrok nie jest prawomocny, a zatem jest jeszcze za wcześnie aby wgłębiać się w niuanse procesu.

 

Tymczasem chcę zwrócić uwagę na jedno zagadnienie, które wyłoniło się na kanwie wspomnianego sporu i przysporzyło sądowi nie lada kłopotów. Chodziło o uprawnienie lub obowiązek konsorcjantów do wspólnego procesowania się o zwrot kary umownej.

 

Jak wiadomo, konsorcjum jest porozumieniem zawieranym na potrzeby wspólnego złożenia oferty w przetargu. Właśnie w prawie zamówień publicznych znajduje się krótki przepis dotyczący tego rozwiązania. Pozwala on na to, aby co najmniej dwóch przedsiębiorców wystartowało w wyścigu o realizację zamówienia. Takie firmy są potem solidarnie odpowiedzialne za należyte wykonanie umowy. Jak wyglądają ich wzajemne uprawienia i obowiązku w innych sferach, tego niestety żadna ustawa nie reguluje. Konsorcjum w dużej mierze pozostaje niezdefiniowane przez prawo, co może nastręczać trudności na etapie świadczenia usług dla zamawiającego.

 

Przepisy nie stanowią m.in. o tym, który z konsorcjantów ma prawo, aby procesować się z zamawiającym o zwrot potrąconej kary umownej i czy taki proces musi zawsze odbywać się z udziałem wszystkich partnerów. Właśnie to zagadnienie było szczegółowo analizowane we wspomnianej powyżej sprawie.

 

Z żądaniem zapłaty wystąpiła bowiem jedna z dwóch firm, które wygrały przetarg. Nadleśnictwo od początku postępowania sugerowało, że aby sąd mógł wydać wyrok, powinien wezwać do udziału w sprawie drugą firmę. Obawa ze strony przedsiębiorcy, który wniósł pozew polegała na tym, że były partner nie będzie zainteresowany zajęciem jakiegokolwiek stanowiska, a sąd zostanie przez to zmuszony zakończyć proces bez jego merytorycznego rozpoznania. W takim scenariuszu strona procesująca się z nadleśnictwem była skazana na łaskę wspólnika, z którym aktualnie nie utrzymuje kontaktów. Gdyby nie zechciał przystąpić do sprawy, pozostałoby już tylko procesowanie się z nim o odszkodowanie za jego bierną postawę.

 

Decyzja w powyższym zakresie nie została na szczęcie podjęta pochopnie. Sąd, kierując się wytycznymi wynikającymi z licznych orzeczeń najwyższych instancji, dokładnie przeanalizował sposób współpracy stron umowy konsorcjum. Rozpoczęło się od ustalenia, że karę umowną poniósł faktycznie ten zakład usług leśnych, który wszczął spór sądowy. W trakcie realizacji zamówienia doszło bowiem do faktycznego rozwiązania konsorcjum, a umowę do końca realizowała już tylko jedna z jego stron. To właśnie ona ostatecznie poniosła ciężar finansowy kar, to z jej wynagrodzenia za wykonywane przez nią prace kary zostały potrącone.

 

W toku postępowania sąd zbadał jakie były zależności konsorcjantów jeszcze wtedy, gdy wspólnie realizowali umowę. Z poglądów wyrażanych w innych sprawach sądowych wynikało bowiem, że im te relacje są bliższe, tym bardziej uzasadnionym jest, aby konsorcjanci występowali wspólnie przed sądem. Właściwe osoby zeznawały zatem czy dochodziło do wymiany potencjałów kadrowych i osobowych pomiędzy konsorcjantami w toku realizacji zleceń, czy konsorcjanci dysponowali jakimś wspólnym majątkiem, czy prowadzili wspólne przedsiębiorstwo oraz na ile czytelny i rozłączny był podział ich prac. Sprawdzano także, jak wyglądały rozliczenia i po stronie której firmy rzeczywiście pojawił się koszt w postaci kary.

 

W tej sprawie, podobnie do większości tego typu przypadków, partnerzy konsorcjum mieli własne maszyny i własnych pracowników. Byli dwoma niezależnymi przedsiębiorcami. Każdy z nich prowadził swoją firmę, ale działali na gruncie jednej umowy z nadleśnictwem i we wspólnym celu jej realizacji. Za rozdzielnością praw przemawiało także to, że współpracę podjęli na potrzeby tego konkretnego przetargu, nigdy wcześniej, a także nigdy później jej nie realizując.

 

Przeprowadzona analiza doprowadziła sąd do wniosku o relatywnie luźnych związkach obydwu firm. Kierując się wyrokami Sądu Najwyższego ustalono ostatecznie, że z powodu takiego modelu współpracy nie należy oczekiwać, iż pozew o zwrot kary umownej będzie koniecznie firmowany przez obydwu przedsiębiorców.

 

Konkluzja sądu okazała się korzystna dla podmiotu, który wszczął proces. Były konsorcjant nie został wezwany do udziału w sprawie i nie musiał decydować, czy ma w ogóle ochotę brać w niej udział.

 

Jako, że od wyroku zostały złożone apelacje, powyższe ustalenia nie są ostateczne. Dają jednak dobry powód do tego, aby pochylić się na modelami współpracy konsorcjantów i ocenić ich dostosowanie do potencjalnych problemów, które mogą w przyszłości zaistnieć.

 

 

 

 

Łukasz Bąk, adwokat

Wspólnik w Kancelarii Jaskot, Bąk - Adwokaci

 

 

 

 

Komentarze (0)
Zaloguj się lub zarejestruj, aby dodać komentarz.

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza.

© 2014 firmylesne.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i realizacja: DIFFERENCE